• Slider 5

Synodalne

MIŁOSIERDZIE BRAMĄ I DROGĄ EWANGELIZACJI

 

HOMILIA

„Zawsze głoście Ewangelię, a gdyby okazało się to konieczne, także słowami!”

 

 

Kiedyś młody człowiek zapytał papieża Franciszka, co powinien powiedzieć swojemu przyjacielowi, który jest dobrym i mądrym człowiekiem, ale jest niewierzący. „To dobre pytanie! – odpowiedział Papież – Wszyscy znamy ludzi, którzy oddalili się od Kościoła: co powinniśmy im powiedzieć? Ostatnią rzeczą, którą musisz zrobić, to mówienie! ZACZNIJ CZYNIĆ, on to zobaczy i postawi tobie pytanie, a wówczas ty odpowiesz”. W dalszych słowach Papież tłumaczył, na czym polega głoszenie Ewangelii. Mówił tak: „Ewangelizowanie jest dawaniem świadectwa: żyję w ten sposób, ponieważ wierzę w Jezusa Chrystusa; budzę w tobie ciekawość pytania: «dlaczego robisz takie rzeczy?» – ponieważ wierzę w Jezusa Chrystusa i głoszę Jezusa Chrystusa” (za: L’Osservatore Romano z 10.09.2016). Właśnie tego uczył św. Franciszek z Asyżu, który polecił swoim braciom: „Zawsze głoście Ewangelię, a gdyby okazało się to konieczne, także słowami!”. Ewangelię można zatem głosić nie tylko słowami, ale również i czynem. I właśnie tę prawdę chcemy rozważać, przeżywając w naszej diecezji kolejną niedzielę synodalną, tym razem pod hasłem: „Miłosierdzie bramą i drogą ewangelizacji”.

Zanim jednak odpowiemy sobie na pytanie o to „jak” głosić Ewangelię, to zastanówmy się nad tym „dlaczego” warto ją głosić. Odpowiedź znajdujemy w dzisiejszej liturgii słowa. Słyszeliśmy w niej o Symeonie i Annie, którzy doznali wielkiej pociechy, gdy spotkali Jezusa. Ich życie nie było usłane różami. Doświadczyli w nim wiele trudu i cierpienia, jak chociażby Anna, która w bardzo młodym wieku straciła męża i została wdową. Jednak, gdy spotykają Jezusa, wstępują w nich jakby nowe siły. Widzimy więc dwoje staruszków, którzy nagle stają się młodzi duchem, radośni i tryskający nadzieją. Wszystko w ich życiu zmienia się, kiedy spotykają Jezusa. To chyba najlepszy dowód na to, że kiedy On wchodzi do naszego życia, to wnosi ze sobą światło, zbawienie i chwałę (por. Łk 2,30-32). Każdy z nas może tego doświadczyć. Przypomniał nam o tym już na początku swojego pontyfikatu papież Franciszek, który napisał, że: „Radość Ewangelii napełnia serce oraz całe życie tych, którzy spotykają się z Jezusem. Ci, którzy pozwalają, żeby ich zbawił, zostają wyzwoleni od grzechu, od smutku, od wewnętrznej pustki, od izolacji. Z Jezusem Chrystusem rodzi się zawsze i odradza radość” (Evangelii gaudium, nr 1).

Dlatego właśnie w czasie każdej Mszy św. wsłuchujemy się w słowa Ewangelii. To nie jest zwykła księga. To sam Chrystus przychodzi do nas w jej słowach, aby przynosić nam pociechę i światło. Dlatego już w czasie śpiewu „Alleluja” stajemy na równe nogi, jak się to robi, gdy do pomieszczenia, w którym się znajdujemy, wchodzi ktoś ważniejszy od nas. Ten radosny śpiew tylko utwierdza nas w przekonaniu, że Pan jest naprawdę blisko. Jesteśmy więc jak Symeon i Anna, którzy biegną do świątyni, aby się z Nim spotkać. Nie chcemy przegapić Jego nadejścia. I nagle słyszymy słowa: „Pan z wami!”, to znaczy: „Oto Pan jest pośród was. Oto nadeszła wasza pociecha”. Dlatego z pokorą czynimy znak krzyża na czole, ustach i sercu, aby usposobić swoją duszę i ciało do słuchania tych wyjątkowych słów. Pragniemy je przyjąć z wielką uważnością, jak Symeon, który wziął Dziecię Jezus w swoje czułe objęcia. Nie chcemy, aby którekolwiek z nich upadło na ziemię. Czujemy bowiem, że te słowa mogą w nas naprawdę wiele zmienić. One kryją w sobie ogromną moc, gdyż niosą w sobie obecność samego Boga. Dlatego właśnie kapłan lub diakon po ich odczytaniu całuje księgę i wypowiada szeptem słowa modlitwy: „Niech słowa Ewangelii zgładzą nasze grzechy”. Tak! Ewangelia może przemienić życie człowieka. Może, bo w niej obecny jest sam Chrystus. Przypominają nam o tym wszystkie gesty, które czynimy i słowa, które wypowiadamy, kiedy jest ona odczytywana podczas Mszy św.

Problem jednak w tym, że wielu naszych barci i sióstr już nie słyszy jej słów. Chociażby z tego powodu, że nie przychodzą tutaj, aby się modlić z nami w czasie niedzielnej Eucharystii, ani też nie starają się nawet łączyć się z nią za pomocą środków przekazu. Nie słuchają Ewangelii, więc nie spotykają Chrystusa, który niesie pociechę i światło. Powoli pogrążają się w duchowym smutku i mroku. Jak więc im pomóc? Opowiedzieć im Ewangelię! Podzielić się z nimi tym, czego sami doświadczamy. Ale nie słowami, lecz okazaną im dobrocią, wyrozumiałością i cierpliwością. Przypomniał nam o tym św. Jan Paweł II, który pisał, że: „Bez […] ewangelizacji, dokonującej się przez miłosierdzie i świadectwo chrześcijańskiego ubóstwa, głoszenie Ewangelii […] może pozostać niezrozumiane i utonąć w powodzi słów, którymi i tak jesteśmy nieustannie zalewani we współczesnym społeczeństwie przez środki przekazu. Miłosierdzie czynów nadaje nieodpartą moc miłosierdziu słów” (Novo millenio ineunte, nr 50). Warto więc pamiętać, że jako ludzie wierzący, jesteśmy być może jedyną kartą Ewangelii, którą przeczytają Ci, którym z Bogiem jest nie po drodze. Dlatego właśnie to miłosierdzie jest bramą i drogą wszelkiej ewangelizacji. Nie wystarczy powiedzieć komuś: „Bóg cię kocha”. Trzeba tak postąpić wobec tego człowieka, żeby poczuł miłość Boga w tym, co dla niego robimy. Wtedy naszym życiem opowiemy mu Ewangelię.

Z tego spostrzeżenia płynie bardzo ważny wniosek. Wszystkie istniejące w naszych parafiach zespoły Caritas powinny poczuwać się nie tylko do organizowania konkretnych form pomocy, ale także dbać o to, żeby stały się one przestrzenią ewangelizacji. Warto zauważyć, że biorąc pod uwagę szybko upływający czas i obecną strukturę wiekową osób zaangażowanych w dzieło Caritas istnieje nagląca potrzeba zaangażowania w to dzieło jak największej liczby osób młodych i w sile wieku. Tutaj nieocenioną rolę pełnią szkolne (przedszkolne) koła Caritas, które uczą dzieci i młodzież postaw altruistycznych, przybliżając je przez to do ewangelicznej miłości miłosiernej.

Kiedy prorokini Anna spotkała Dziecię Jezus, „sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy” (Łk 2,38). W ten sposób staje się dla nas wzorem ewangelizacji, która zawiera w sobie zawsze dwa etapy. Najpierw spotkanie z Jezusem i Jego Ewangelią, a potem świadczenie o Nim nie tylko słowem, ale przede wszystkim życiem. Warto więc do wieczornej modlitwy dołączyć też praktykę odczytania tekstu Ewangelii z danego dnia. Czasem narzekamy, że nasza modlitwa jest szybka i mechaniczna, że jest bardziej zaliczeniem jakiegoś obowiązku niż spotkaniem z kochającym Bogiem. Dlaczego więc nie wprowadzić do niej praktyki odczytania Ewangelii z danego dnia? Albo dlaczego nie odczytać jej przed niedzielnym obiadem, podobnie jak to robimy przed wieczerzą wigilijną? To przecież tak niewiele, a tak wiele może zmienić w naszej rodzinnej modlitwie. Ktoś zapyta: ale gdzie mogę znaleźć tę Ewangelię? Jest wiele możliwości. Można np. kupić sobie książkę zawierającą Ewangelię z każdego dnia w roku. Wystarczy wpisać w internetowej wyszukiwarce: „Ewangelia na każdy dzień” i wyświetli nam się sporo pozycji. Można też znaleźć tę Ewangelię w Internecie. Jest naprawdę dużo możliwości. Trzeba tylko chcieć, bo dla chcącego nic trudnego.

Kiedy już spotkamy Chrystusa w Jego Ewangelii – Tego, który przynosi nam pociechę, światło i zbawienie – to starajmy się zanieść Go innym. Starajmy się przez naszą dobroć i miłosierdzie opowiedzieć im Ewangelię, którą sami przyjęliśmy. A tylko wtedy, kiedy to będzie konieczne, użyjmy do tego słów. Nakarmmy więc ich tym, czym sami na co dzień żyjemy.