• Slider 5

Synodalne

  1. niedziela synodalna (29 września 2019 r.)

PARAFIALNA KATECHEZA DOROSŁYCH

HOMILIA

Ks. dr Michał Dąbrówka

 

Musiał go wielokrotnie mijać wychodząc ze swojego pałacu. Łazarz leżał bowiem tuż obok bramy prowadzącej do środka. Przecież nie sposób go było nie zauważyć! Jednak bogacz zupełnie nie zwracał na niego uwagi. Dlaczego? Czy dlatego, że bogactwo zawsze zatwardza nasze serce? Niekoniecznie. Znamy przecież ludzi bogatych, którzy są bardzo wrażliwi na biedę innych. Może więc bogacz nie przejmował się Łazarzem, bo nie wierzył w Boga? Jednak Ewangelia przedstawia nam go, jako członka ludu Bożego, który nazywa Abrahama swoim „ojcem” (por. Łk 16,24.27). Zatem bogacz uznawał Boga i Jego prawa. Jednak mimo to nie stosował ich w życiu. Co więc doprowadziło go do tej zguby?

Wskazał na to papież Franciszek w orędziu na Wielki Post w roku 2017, który komentując słowa: „Mają Mojżesza i Proroków, niechże ich słuchają!” (Łk 16,29) tak pisał: „Źródłem nieszczęść [bogacza] jest nie słuchanie słowa Bożego. To go doprowadziło do tego, że już nie kochał Boga, a zatem gardził innymi […] Konsekwencją zamknięcia serca na dar przemawiającego Boga jest zamknięcie serca na dar brata” (Franciszek, Orędzie papieskie na Wielki Post 2017 r.). A zatem tym, co tak bardzo znieczuliło serce bogacza nie było wcale jego bogactwo, lecz nie słuchanie słowa Bożego. To właśnie prowadzi ludzi wierzących do zguby. Sama deklaracja wiary jeszcze nic nie zmienia w naszym życiu. Jest to dla nas bardzo cenna wskazówka na początku rozważań nad kolejnym tematem synodalnym, jakim jest „Parafialna katecheza dorosłych”. Czy fatycznie tak bardzo jej potrzebujemy?

Niepokoi nas wizja mąk, jakie cierpi ów bogaty człowiek. Z pewnością nie chcielibyśmy się znaleźć na jego miejscu. Z pewnością Bóg także tego nie chce. Dlatego daje nam swoje zbawcze słowo już nie przez Mojżesza i proroków, lecz idzie o krok dalej. Właściwie to spełnia prośbę bogacza, który błaga, aby do Jego braci poszedł ktoś z umarłych (por. Łk 16,30). Bo Bóg posyła nam swojego Syna, który w rzeczy samej umarł i zmartwychwstał. Nie będziemy mieli już bardziej wiarygodnego i pełnego mocy słowa, niż słowo Tego, który był umarły, a oto żyje na wieki wieków (por. Ap 1,18). On sam został do nas posłany, a Jego słowo mylić nie może.

Całe dzieło katechezy prowadzonej przez Kościół zmierza do tego, abyśmy to słowo poznali i przyjęli. Od tego bowiem zależy nasze zbawienie. W adhortacji Jana Pawła II o katechizacji w naszych czasach czytamy, że katecheza: „jest to dążenie do zrozumienia znaczenia czynów i słów Chrystusa, oraz znaków dokonanych przez Niego, ponieważ zawierają one w sobie, a zarazem ukazują, Jego Tajemnicę. W tym znaczeniu ostatecznym celem katechezy jest doprowadzić kogoś nie tylko do spotkania z Jezusem Chrystusem, ale do zjednoczenia, a nawet głębokiej z Nim zażyłości. Bo tylko On sam może prowadzić do miłości Ojca w Duchu Świętym i do uczestnictwa w życiu Trójcy Świętej” (Jan Paweł II, Catechesi tradendae, nr 5).

Problem jednak w tym, że słowo „katecheza” najczęściej kojarzy nam się ze szkołą, a co za tym idzie z dziećmi i młodzieżą. Wydaje się nam, że nas – dorosłych – już nie dotyczy. Jednak nic bardziej mylnego. Katecheza potrzebna jest nam na każdym etapie życia. Bo na każdym etapie życia potrzebujemy poznawać i przyjmować to zbawcze słowo Boga przekazane nam przez Chrystusa. Zatrzymywanie się tylko na tym, czego nauczyliśmy się w szkole jest tak nierozsądne, jak próba założenia przez nas dzisiaj naszego stroju pierwszokomunijnego. Ten, kto nie postępuje w wierze, ten się w niej cofa. Podkreśla to Jan Paweł II we wspomnianej już wcześniej adhortacji. Stwierdza, że: „aby katecheza mogła być skuteczna powinna być ciągła; będzie bowiem rzeczywiście daremna, jeśli zatrzyma się na samym progu wieku dojrzałego” (Jan Paweł II, Catechesi tradendae, nr 43). Do tej ciągłej troski o swoją wiarę zachęcał nas dzisiaj św. Paweł słowami Pierwszego Listu do Tymoteusza: „Walcz w dobrych zawodach o wiarę, zdobywaj życie wieczne: do niego zostałeś powołany” (1 Tm 6,12).

W tym samym punkcie papież wskazuje na jeszcze jeden argument przemawiający za potrzebą katechezy dorosłych. „Świat, w którym młodzi mają żyć i świadczyć o wierze, którą katecheza stara się zbadać i utwierdzić, po większej części znajduje się we władaniu dorosłych, dlatego ich wiara winna być również stale oświecana wzmacniana i odnawiana, aby przeniknęła całą działalność doczesną, za którą są odpowiedzialni” (tamże). A zatem można powiedzieć, iż pod pewnym względem katecheza dorosłych jest nawet ważniejsza i bardziej potrzebna, niż katecheza dzieci i młodzieży. A ponieważ nie możemy już wrócić się do szkolnych ławek, to ta katecheza dorosłych dokonuje się w parafii.

 

Owszem, możemy powiedzieć, że nie mamy na to wszystko czasu, bo inne rzeczy są ważniejsze. I faktycznie, tych różnych spraw nie brakuje. Praca, dom, rodzina, hobby. Czy jednak ograniczając się tylko do tego nie staniemy się podobni do bogacza z dzisiejszej Ewangelii, dla którego najważniejsze były sprawy materialne oraz dobre samopoczucie każdego dnia? Pamiętajmy, że to właśnie nie słuchanie słowa Bożego doprowadziło go do takiej zatwardziałości serca, a w konsekwencji do wiecznego potępienia. Z pewnością, gdybyśmy zdobyli się na większy wysiłek wsłuchiwania się w słowo Boże głoszone w ramach parafialnej katechezy dorosłych, to nasza wrażliwość na Boga i drugiego człowieka znacznie by się pogłębiła. Bo w katechezie nie chodzi tylko o przekaz jakiejś wiedzy, ale o osobiste spotkanie z Jezusem Chrystusem i wejście z Nim w głęboką zażyłość. Tymczasem to spotkanie nas przemienia. Człowiek, który żyje w zażyłej relacji z Jezusem z pewnością nie przejdzie obojętnie wobec kogoś, kto potrzebuje Jego pomocy.

Stoimy dzisiaj przed wyborem. Nie jesteśmy, jak bogacz… Nie jesteśmy, jak Łazarz… Jesteśmy, jak tych pięciu braci bogacza z dzisiejszej Ewangelii. Przychodzi do nas już nie Mojżesz, ani prorocy, lecz sam Chrystus, który powstał z martwych. Przychodzi do nas ze słowem od samego Boga. To właśnie Jego słowo rozbrzmiewa w katechezie Kościoła. Nasz wybór dotyczy więc tego, czy uznamy, że jej potrzebujemy i będziemy jej szukać, czy też nie. Nie daj Boże, żeby i do nas odnosiły się słowa Abrahama z dzisiejszej Ewangelii: „Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby ktoś z umarłych powstał, nie uwierzą” (Łk 16,31). Chrystus już powstał z martwych i przemawia do nas w katechezie Kościoła. Czy zechcemy słuchać Jego słowa, które przemienia serce?